logo
 

ŻARY – Mistrzostwa I i II WŚ i Puchar Polski I WŚ ACES w sezonie 2007

 

  01. 09. 2007r., godz. ósma rano. 68 lat temu o tej porze Stanisław Skalski na P-11c miał już za sobą pierwsze zwycięstwo nad niemieckim Hs 126. Wylądował obok zestrzelonego przez siebie Henschla, opatrzyl rannych lotników i zapakował do sanitarki aby zawiozła ich do szpitala. W kampanii wrześniowej ten niezwykły człowiek strąci na „Pułaszczaku” jeszcze pięć samolotów i stanie się, jako pierwszy w II Wojnie Światowej, asem myśliwskim. Już wracam do zawodów w Żarach. Niebo zaciągnięte nieprzyjaźnie wyglądającymi chmurami, zimno – tylko 13˚C i przejmujący wiatr. Mży. Na miejscu jest już gospodarz zawodów- Mirosław Urbański. Dojechał także Marek Dawidowicz z Wrocławia, poza tym nie ma żywej duszy. Dochodzę do wniosku, że trzeba naprawdę kochać walki powietrzne, żeby w tak paskudną pogodę wyjść z domu i potem jeszcze cały dzień spędzić na dworze. Patrzę na mojego męża, Piotrka, i już widzę, że dla niego liczy się tylko cel, dla jakiego tu przyjechał – reszta w jego świadomości przestaje istnieć. Reszta, czyli nasz syn Jacek i ja, przykrywa się kocem i zasypia w samochodzie.Godzina 9.30 Alarm w mojej komórce budzi mnie do szarej (dosłownie) rzeczywistości. Przynajmniej nie pada. Teren zawodów już ogrodzony i oznaczony. Trwa jeszcze odprawa zawodników i ich sprzętu. Jestem zaskoczona małą liczbą pilotów – tylko czternastu! Oprócz Rudolfa Kloucka z Czech, to sami Polacy. Bardzo skromnie jak na Mistrzostwa Polski. Nie ma Tomasza Zalewskiego i Tomasza Malinowskiego – szkoda, bo obaj świetnie latają, choć każdy na swój sposób. Godzina 10.00 i później.Rozpoczęły się walki II WŚ. Od początku na śmierć i życie. Ze względu na niską frekwencję (12 osób), lata po sześciu zawodników. W pierwszej walce giną dwa Ił-y 2: Tomasza Śmigielskiego z jednym cięciem na koncie i Sławomira Janke oraz Fw190 Marka Dawidowicza, również z jednym cięciem. W drugiej walce lata Me 109Z Piotrka Eciaka (Z – jak Zwilling, co znaczy bliźniak – widać moda na bliźniaki szybko się rozprzestrzenia). Start w zawodach tym dwukadłubowcem jest traktowany jako eksperyment. Okazuje się całkiem udany, bo startuje równie szybko jak inni, chociaż trzeba rozruszać dwa silniki. W powietrzu reprezentuje się wspaniale. Gdy wykonuje beczkę w prawo, obraca się wokół osi prawego kadłuba, gdy w lewo – wokół osi lewego. Ma cięcie, niestety w połowie czasu wpada w niego Arsenal Rudolfa Kloucka i obaj spadają. Pół minuty później Ił2 Bogdana Robaka, w czasie zderzenia strąca przeciwnika, a sam traci prawie pół prawego skrzydła. Z trudem utrzymuje się w powietrzu. Nikt nie wykorzystuje okazji do cięcia. Daje to Bogdanowi czas na wytrymowanie modelu, odzyskuje równowagę i lata do końca czasu, zachowując taśmę!

klik
klik
klik

 

 

 

 

 

Czwarta walka to okazja aby zobaczyć Corasaire’a – nową konstrukcję Marka Dawidowicza. Lata jakoś nie tak, potem dowiaduję się, że nie do końca ma dotarty silnik. Dzięki charakterystycznej sylwetce, nie gubi się pośród pozostałych śmigających „krzyżyków”, co jest niebagatelne dla mniej wprawnych lub zmęczonych oczu. Czasem zdarza się pilotom pomylić samoloty i „latają” cudzym, a to może przynieść wiadome skutki. Na Mistrzostwach Europy ACES we Wrocławiu, jeden z zawodników wyleciał modelem poza strefę pięćdziesiąt metrów (!), przelatując kosiakiem nad wystraszoną publicznością. Zorientował się, gdy samolot niechybnie zmierzał do staranowania wielkiego drzewa. Zdążył go zawrócić i na szczęście, dla ludzi i sprzętu, obyło się bez wypadku. Prowadząc Corsaire’a, takiego błędu by nie popełnił (no chyba, że wszyscy lataliby Corsaire’ami...). Ale wróćmy do Mistrzostw Polski w Żarach. Ilość kolizji w tych rozgrywkach jest zatrważająca – tylko połowie samolotów w każdej walce udaje się przetrwać. Niektórym brakuje modeli.

klik
klik
klik
klik

 

 

 

 

 

Do finału dostają się: Jan Horodyski, Mirosław Urbański, Roman Mańko, Krzysztof Kiermacki, Rudolf Kloucek, Kazimierz Tracz i Bogdan Robak. Tutaj również zabrakło kurtuazji wśród zawodników – krew leje się do końca. Spadają: Ki64 Urbańskiego i Arsenal Kloucka. Finał wygrywa na Ił10 Jan Horodyski z Warszawy i zdobywa tytuł Mistrza Polski II WŚ w 2007r. Wicemistrzem zostaje reprezentant Żar – Mirosław Urbański, trzecie miejsce zdobywa na KI64 Roman Mańko z Lubina.Rozgrywki w I WŚ rozpoczęły się po obiedzie i finale II WŚ. Do pierwszej walki mieli stanąć czterej zawodnicy, ale zdyskwalifikowano model Eindeckera za złe profile skrzydeł. Startują w trzech: Piotr Eciak, Marek Dawidowicz i Wojciech Krajnik – wszyscy z Wrocławia. W krótkim czasie SeV Wojtka przestaje reagować i kończy lot. Z niechęcią patrzę na pozostałe samoloty – pewnie teraz będą się bujać zachowawczo przez sześć minut, bo co to za walka we dwóch? Jednak nie doceniłam zawodników. Obaj mają dużą wolę walki i podejmują ją. Czają się na siebie, krążą jak orły, czekając na dogodny moment do ataku i atakują. Raz, drugi, trzeci..... Jest! Piotrka Balilla ma cięcie! Walczą dalej, tak samo zawzięcie, nie dają sobie chwili wytchnienia. Wygląda to jak taniec, piękny taniec. Utrzymują poziom do końca. SeV Marka ląduje bez cięcia, ale w równej mierze przyczynił się do niezwykłości tej walki. Otrzymują brawa, ktoś mówi, że właśnie zrobili finał.  

klik
klik
klik
klik
klik
klik

 

 

 

 

Druga walka. Mirosław Stachowski prezentuje Fokkera DVII z ciekawym malowaniem, ładnie wygląda. Lata najszybciej ze wszystkich obecnie walczących. Sam właściciel chyba jeszcze nie bardzo umie wykorzystać tę jego cechę, bo dużo wolniejszy model Sławomira Janke umyka mu bez trudu. Udaje mu się w końcu zdobyć jedno cięcie, ale traci własną taśmę. Po jednym cięciu mają również Sławomir Janke i Bogdan Robak. Walka czwarta. Znowu latają Piotrek z Markiem. Marek wyraźnie ostrzy sobie zęby na Ansaldo Balillę. Piotrek nie zostaje mu dłużny i kontratakuje. Po półtorej minucie walki ucina mu taśmę, ale przy okazji tak się w nią zaplątuje, że Balilla spada na ziemię. Pół minuty później SeV Marka ścina taśmę SeV Wojtka Krajnika. Jeszcze chwila i zostają sami na placu boju, bo Fokker Mirosława Urbańskiego nie chce latać. Ten duet nie wskrzesi żadnych mocnych emocji wśród publiczności, ponieważ obaj już są bez taśmy. Przez pozostałe cztery minuty bujają w obłokach.  

klik
klik

 

 

 

 

 

Ogółem walk było sześć – po dwie na jedną rundę. Zgodnie z regulaminem, przy podliczaniu punktów każdemu z zawodników, odrzuca się rundę z najgorszym wynikiem. Dlatego w tabeli podane są tylko dwie rundy. Wyłoniło się z nich czterech finalistów: Piotr Eciak, Mirosław Stachowski, Sławomir Janke i Bogdan Robak. W finale Eciak, Janke i Stachowski mają po jednym cięciu. Mirek robi strefę i w ten sposób traci szansę na drugie miejsce. Bogdan Robak kończy finał bez cięć. Ostatecznie Mistrzem Polski w I WŚ zostaje Piotr Eciak, wicemistrzem - Sławomir Janke, a trzecie miejsce zajmuje Bogdan Robak.Piotrkowi już po raz drugi udaje się zdobyć miejsce na podium przy pomocy Ansaldo Balilli. Na zakończenie dnia zorganizowano jeszcze walki ESA, poza oficjalną punktacją. Wygrał trzynastoletni Piotr Miszczyk z Wrocławia, który bardzo poważnie myśli o walkach w ACES.

klik
klik

 

 

 

 

 

Nagrody wręczono już po zachodzie słońca. Pierwsze miejsce o Puchar Polski zdobył Piotr Eciak, drugie zdobyli ex aequo Mirosław Stachowski i Marek Dawidowicz, trzecie – Bogdan Robak. Tradycyjnie organizacja w Żarach na wysokim poziomie, co nie dziwi – w końcu to właśnie tam narodził się polski AIRCOMBAT. Pożegnaliśmy Mirosława Urbańskiego i rozpierzchliśmy się do samochodów. Zmęczeni, marzyliśmy o powrocie do domu.

klik
klik
klik

 

 

 

 

 

                                                          Ewa Eciak